DIY- zielona spódniczka

Spódniczki lub chusty na biodra są nieodzownym elementem każdego stroju treningowego. Niestety kupowanie profesjonalnych jest kosztowne, a też nie każdy ma umiejętności i odpowiedni sprzęt aby uszyć sobie od zera. Na szczęście istnieją „ciuchlandy”. Za niewielkie pieniądze możemy tam wyszperać sukienki i spódnice, które każdy, łatwo i szybko, może przemienić w idealny strój treningowy.

Ostatnio zdobyłam zieloną sukienkę z elastycznej i zwiewnej tkaniny. Dodatkowo na wysokości talii miała wszytą gumkę. Wymarzona na przeróbkę!
Pragnę zaprezentować  teraz mały DIY.


Oto czego użyłam:
-sukienka z ciucha
-nitki
-tasiemka
-ozdobny motylek
-nożyczki
-igły

Oddzieliłam górę od dołu i zabrałam się za doszywanie tasiemki. Ponieważ była ona naszywana na gumce należało uwzględnić, że gumka się rozciągnie więc trzeba zszywać pozostawiając fragmenty luźnej tasiemki. Aby ułatwić sobie tę procedurę można szyć na sobie. Nie wpadłam na to od razu i musiałam wszystko rozpruwać, bo nałożyć to ustrojstwo mogłam najwyżej na głowę.

Po obszyciu, zaznaczyłam mydełkiem (można też użyć do tego białej kredki), kształt  jaki chcę uzyskać. Następnie wszystko powycinałam.  Do zaznaczania warto nałożyć spódniczkę na siebie. Lepiej widać dokąd dochodzić będzie materiał.



Na koniec doszyłam ozdobnego motylka w miejscu złączenia tasiemki.


Tadam! Własnej roboty spódniczka treningowa jest gotowa:



Taniec brzucha jako postępujące uzależnienie

Na początku, nie podejrzewając zmian jakie niedługo nastąpią w twoim życiu, idziesz na swój pierwszy trening. Masz jakiś tam  dresik/legginsy, Nie przynosisz żadnej chusty bo jej po prostu nie masz. Tańczysz a raczej bardziej ćwiczysz, na drugi dzień nie możesz wstać bo masz zakwasy w mięśniach, których istnienia nie podejrzewałaś. Czujesz satysfakcję bo zrobiłaś coś dla siebie. Stopniowo się wkręcasz: kupujesz dobre legginsy, treningowe chusty, błyskotki a do całego tego majdanu, dość szybko dochodzą dzwoneczki. Mocno malujesz oczy, podkreślasz swe kobiece atuty, w  twoim życiu pojawia się coraz więcej cekinów i brokatu. Efektem ubocznym, jest to że masz coraz więcej pewności siebie i czujesz się coraz piękniejsza.

Wkręcasz się coraz bardziej. Zaczynasz się zastanawiać jak do tej pory żyłaś bez kholu i arabskich perfum. Relaksujesz się brokatując paznokcie przy akompaniamencie Myriam Fares. Mniej więcej wtedy nadchodzi dzień, w którym  się budzisz i dochodzisz do wniosku, że obklejenie błyszczącymi kamyczkami torebki i butów to genialny pomysł. Teraz bez kholu, miliona bransoletek i lekkiego „dziennego” brokatu nie ruszasz się już z domu.

To znak że wsiąknęłaś na dobre, orient cię wciągną i nie ma już powrotu.


Tak było ze mną i wieloma moimi koleżankami. Choć jestem jeszcze mocno początkującą orientalką to wiem że odnalazłam swój wymarzony świat.
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon